poniedziałek, 28 listopada 2011

Lampa -wywiad

Kuba Przybyłowski: To nie będziemy zaczynać od początku, tylko od środka. Twoja pierwsza w Polsce wystawa, bo za granicą już miałaś prezentacje. W Niemczech…
 
Maess: W Argentynie i w Portugalii.

K.P.: Czemu tak? Czemu nie zaczęłaś w Polsce?
Maess: Mieszkałam i pracowałam w Portugali, gdy dostałam pierwszą propozycję indywidualnej wystawy w galerii. Udana realizacja projektu Transit Zones, Waiting Areas z zagranicznym  zespołem  uświadomiła mi, że moja droga artystyczna nie musi być przypisana do konkretnego terytorium. Drugim powodem była też sytuacja rysunku współczesnego w Polsce. Jeszcze kilka lat temu byliśmy zauroczeni niemal wyłącznie instalacją i video. Wiele osób związanych z polskim światem sztuki radziło mi, żeby z tego powodu zmienić medium. Dziś sytuacja się zmienia i  rynek wydaje bardziej się różnorodny. Choćby galeria Fundacji PSW gdzie wystawiam, reprezentuje także  innych rysowników np. Michała Gayera czy Aleksandrę Czerniawską.  W zeszłym roku brałam udział w zbiorowej wystawie rysunku w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej. A następna  wystawa będzie moją pierwszą indywidualną wystawą w Polsce.
 
Gdzie będziesz miała tę wystawę?
 
Maess: Wystawa odbędzie się w Fundacji Promocji Sztuki Współczesnej dawniej Galerii Program, .Galeria znajduje się przy ulicy Andersa 13 /6 w Warszawie, niedaleko kina Muranów. Jest to nowa siedziba Galerii. która od  lat  mieściła się przy Andersa 20.
 
K.P.: Jak wystawa jest zatytułowana? 
 
Maess: „Excessive” Coś nadmiernego. Niepożądany element. Emocjonalny i silny. Ale też eksces. Brutalne nadużycie.
 
K.P.: I to wszystko tam jest w rysunkach? Są, jak napisał o nich Michal Fopp, agresywne, jest w nich przemoc, do tego łączysz je z ostatnią sceną “Ostatniego Tanga w Paryżu”, dlaczego? 
 
Maess: Ostatnia scena tego filmu opowiada o tym, jak Jeanne, grana przez Marię Schneider, zabija swojego kochanka. Bohaterka  uwalnia się tym desperackim krokiem od swojego partnera (jeśli tu o jakimkolwiek partnerstwie jest mowa) i roli którą jej narzucił. Już nie chce już być obiektem na którym można wyładować ból, nie chce masła ani obcinacza do paznokci. Chce też odciąć się od siebie-jako ofiary, podejrzewam ze właśnie dlatego przejmuje rolę oprawcy.
 
K.P.: Czy ten film był inspiracją, czy podpasował ci do inspiracji którą miałaś? Jak powstawał cykl, skąd się wziął?
 
Maess: Ujęłabym to tak, że to przepracowanie traumy. Jeśli chodzi o sam proces, to zwykle pracuję tak, że mam jakiś zamysł który jest wizualny, który jeszcze nie jest zapisany w słowach i w odniesieniach, a dopiero później to jest świadoma praca, prawie naukowa, szukanie źródeł i tak dalej.

K.P.: W sensie…
 
Maess: Najczęściej najpierw robię szkice, bez większej cenzury, taki potok świadomości. Następnie skupiam się nad tym co mnie interesuje i pracuje nad tym już intelektualnie i plastycznie w dosyć ustrukturyzowany sposób. Te rzeczy które będę wystawiać, są specjalnie zrobione na wystawę.
 
K.P.: Czyli to jest całościowy projekt? 
Maess:  Tak.
 
K.P.: A skąd wziął Ci się ten naddatek, czy pomysł na ten naddatek?
Maess:  Po części z życia osobistego, dalej juz ze studiowania tematu. Interesuje mnie czym jest cykl przemocy, przemocy w związku i proces wyzwalania się od niej. To co się dzieje w środku takiej relacji i możliwe strategie wyjścia . Interesuje mnie  dynamika więzi ofiary z oprawcą oraz zmiany narracji wewnętrznych po traumie.

K.P.: Czy technika której używasz w tym cyklu stworzonym na potrzebę tej wystawy? To twoja normalna technika, czy różni się od twojej zwykłej?

Maess: Dotychczas rysując nie używałam kolorów, więc pojawienie się czerwieni jest czymś nowym. Nie jest to jednak  malarstwo, kolor traktuję jako znacznik. trochę jak w kartografii.

 K.P.: Czy ja to dobrze rozumiem, że dopisujesz coś własnego do symboliki którą posiada czerwień?

Maess: Chcialabym opowiedzieć o literacjach. W rysunkach pojawiają szczątki typograficzne. W niektórych pracach widoczna jest pieczęć JTEDT- J’ai  Très Envie De Toi.
W wolnym przekładze znaczy „Bardzo Cię pragnę”. To fraza, która się powtarza, ale mając coraz mniejsze znaczenie, się ulatnia. Literacja będąca pieczęcią zamykającą usta obscenicznemu pragnieniu


K.P.: To będzie można zobaczyć na rysunkach. Natomiast to pragnienie, przemoc, przeżycie tego związku, które jest tematem tego cyklu...

Maess: .tematem jest też rywalizacja artystyczna. Problem uwolnienia się spod wpływu. Na poziomie artystycznym, jak uczeń od mistrza, czy epigon od prekursora...Z całą pewnością jest to rodzaj emancypacji. W pewnym momencie trzeba znaleźć coś swojego i w momencie w którym rozstaje się ze źródłem wpływu, czy dobrego, czy złego- i tak zawsze jest trudny proces.

 K.P.: Mam wrażenie, że cały czas zahaczamy tutaj o relacje uczuciowe, a nie o te o których mówisz, mistrz-uczeń...

Maess: Mówimy o obu rodzajach

K.P: Są dwie? Dwie relacje? W jednej osobie?

 Maess:: Podmiotów lirycznych  jest więcej. Moim zdaniem, tworząc w ogóle, nie ma sensu skupiać się wyłącznie na wycinku własnej biografii. Robiąc wystawę zawsze będzie istniała warstwa osobista, ale pracując nad danym „problemem badawczym” chcę zawsze znaleźć jakąś skalę i  inne wątki, nie ograniczając się do swojego życiorysu.

 K.P.: To co takiego się stało? Co było motorem napędowym tych rysunków?

 Maess: Osoba z którą byłam wtedy związana, powiedzmy sobie, średnio spełniony artysta, który do tej pory zdawał się wspierać moje działania, zażądał bym przestała rysować, a zwłaszcza wystawiać. Za zaszczyt bycia z nim oczekiwał pełnego podporządkowania.

 K.P.: To brzmi jak alternatywa. Albo rysowanie, albo ja. O to chodziło?

 Maess: Było dużo gorzej. Próbował wzbudzić we mnie strach o życie: albo rezygnacja z rysowania (i szeregu innych rzeczy), albo coś mi się stanie. Na szczęście udało mi się wyjechać z kraju w którym mieszkaliśmy, zanim przeszedł do czynów.

 K.P.: To znaczy, ja to doskonale rozumiem. Być może to są cały czas te same historie. To nie była kwestia życia praktycznego?

 Maess: To nie była kwestia życia praktycznego, to była kwestia  władzy. Kto jest artystą, a kto jest asystentem którego twórczość nie ma znaczenia. Oczywiście  starszy mężczyzna to Twórca, a młoda kobieta jest muzą, najwyżej modelką. Próba naruszenia tego anachronicznego układu może rodzić agresję. Pamiętamy jak było z Picassem i Dorą Maar, ale już niekoniecznie jej całkiem dobre fotografie. Diego Rivera również nie traktował najlepiej Fridy Kahlo. Strzemińskiego też trudno było nazwać gentlemanem. Robiąc wystawę, dużo też myślałam  o gniewie Artemizji Gentileschi  i jej „Judycie zabijającej Holofernesa” - obrazie-odwecie za gwałt.

 K.P.: Ta druga osoba to był mężczyzna, czy kobieta?

 Maess:  Myślę że w częściach anatomicznych widocznych na rysunkach można się łatwo zorientować, że to był mężczyzna.

K.P.: To ile ci zajęło rysowanie tego cyklu, jak długi był to proces?

Maess: Excessive wystawiałam wcześniej w Able Gallery w Berlinie. Większość rzeczy zrobiłam w trzy miesiące, a następny rok pracowałam dalej, wymieniałam niektóre rysunki. W każdym razie to nie jest dokładnie ten sam cykl co był w Berlinie, ale ten sam koncept. Od konceptu do wystawy to był kwartał pracy, właściwie dzień i noc.

 K.P.: A te rzeczy które się zmieniły, te obrazki które wymieniłaś, jakie były powody, czy...

 Maess: ...czysto formalne, ale też te które nadal rysuje, są coraz bardziej abstrakcyjne. W części czarnej są zapadające się części anatomiczne, starość, ten mężczyzna, jego portrety. Jest tez płonąca czerwień, eksplozja twórczej energii, zarazem euforyczna i ostrzegawcza z drugiej strony jest trudniejsza do uchwycenia.  Po dwóch latach, już nie mam ochoty  rysować tego „Marlona Brando”, ostatnie rysunki  nalezą wyłącznie do serii czerwonej.

 K.P.: Ta czerwona część sprawia wrażenie jakby tam dochodziło do jakiejś dekonstrukcji rzeczywistości. Wszystko się rozpada i sypie. Jak rdza? To jest konstrukcja geometryczna, jak globus i rozpada się na równe kawałki.

 Maess:. Być może jednak to ten moment kiedy nie można znieść więcej i żaden inny gest nie jest możliwy. Czerwień jako krwawiące serce, kiedy nie ma możliwości innej niż zerwanie. Czerwień jako krew unicestwionego kochanka z Ostatniego Tanga w Paryżu. Czerwień jest cięciem, drobną zmianą, nie wiedzieć skąd pochodzącą, być może z czystej przekory wobec powtórzenia i struktur akademickiej i patriarchalnej podległości.

 K.P.: To jest trochę psychoterapia dla ciebie?

 Maess: Rysowanie zawsze jest odzwierciedleniem stanów psychicznych. Zwłaszcza w tym projekcie pierwsze szkice były przeżywaniem. Później, kiedy działanie już było świadome. to była praca. Poza tym rysowanie zawsze pozwalało mi  skuteczniej analizować problemy.

 K.P.: Zajmowałaś się kiedyś też muzyką, tak?

 Maess: Skończyłam średnią szkołę muzyczną i przez pół życia myślałam, że będę muzykiem, kompozytorem. Swobodniej zawsze się czułam w sztukach wizualnych, może dlatego, że była to moja autonomiczna decyzja.

 K.P.: I teraz jest ten moment na klamrę, żeby trochę cofnąć się do początków... Kiedy zaczęłaś rysować?

 Maess: Zaczęłam tak jak wszystkie dzieci, w wieku trzech lat.

 K.P.: Mnie jednak chodzi o ten moment w którym poczułaś, że to jest to.

 Maess:  Być może zadecydował pewien epizod w szkole. Gdy miałam ze dwanaście-trzynaście lat, i nie chciało mi się robić pracy domowej ,  robiłam komuś prace na plastykę, a ja miałam w zamian za zrobione zadanie z innego przedmiotu. Po pewnym czasie chłopcy  z klasy zaczęli sobie ode mnie zamawiać „erotyczne” rysunki. Już nie pamiętam, czemu na to przystałam, ale robiłam proste animacje, dwuobrazkowe, ołówkiem się kadry zmieniało i para na rysunku się... ruszała.  Zostałam złapana na dostarczaniu zlecenia. Nauczyciel wpisał mi uwagę, że produkuję i rozpowszechniam pornografię oraz załączył dowód. Praca znalazła się w zakładce dzienniku, więc każdy nauczyciel mógł podziwiać moje “dzieło”. W szkole głośno zrobiło się o tym głośno.
 Czułam się strasznie, byłam zawstydzona. Oprócz tego wszystkiego moja matka musiała  na wywiadówce odebrać eksponat. Strasznie zaczęłam się wtedy wywiadówki bać.
Nadeszła kolejna lekcja, a pani od plastyki patrząc na rysunek powiedziała, że musi ze mną porozmawiać na osobności. Zestresowałam się, bo  rozmów za obrazę obyczajów miałam z już z dziesięć. A droga Pani Profesor mi mówi tak:  Tu są błędy anatomiczne, widać ze rysunek nie powstał z obserwacji. Powinnaś sobie znaleźć modeli  i obserwować jak są zbudowani, a przede wszystkim popracować nad dłońmi, zrozumiano? Skończyło się dwóją z zachowania i szóstką z plastyki. Wtedy dotarło do mnie, że może warto zając się rysunkiem  i  mniej się przejmować. znaleźć tych modeli..i obserwować dalej.

K.P.: Skończyłaś szkołę muzyczną i...?
maess dessin contemporain
Maess,Excessive,2010

 Maess:   I poszłam do klasy plastycznej do Cervantesa (w Warszawie - przyp. red.), ale też do szkoły muzycznej na Miodową. Skończyłam obie szkoły, następnie miałam egzaminy na studia i myślałam, że pójdę do Akademii Muzycznej, właściwie na to się nastawiałam i dostanie się tam wydawało mi się w tym czasie dosyć łatwe. Natomiast co do Akademii Sztuk Pięknych , nie byłam taka pewna że się dostanę. Wtedy okazało się, że egzaminy na obie uczelnie są tego samego dnia i musiałam podjąć decyzję. No i zaryzykowałam.

 K.P.: I dostałaś się na ASP?

Maess: Za pierwszym razem.

 K.P.: Na wydział?

Maess :Wzornictwa.

 K.P.: I ten wydział skończyłaś?

 Maess :Tak. W międzyczasie studiowałam grafikę w Porto.

 K.P.: Ale może wyjaśnisz, jak to jest pracować za granicą?

 Maess : Gdyby ktoś 10 lat temu powiedział mi że zrobię wystawę komunikując się po portugalsku, nie uwierzyłabym. Rzucona w sytuację nie miałam specjalnie wyboru, ale zrezygnować z tego powodu? Wykluczone ! Przyjechałam więc do Portugalii dużo wcześniej, czytałam książki o sztuce, także pod koniec pobytu  udało mi się nawet sklecić tekst do katalogu. Ze sztukami wizualnymi jest o tyle łatwiej, że słowo nie jest główną materią, co za tym idzie znajomość języka  nie musi być perfekcyjna. Do tej pory nie zdarzyło mi się odczuć większych  barier kulturowych bądź językowych, ale wystawiałam tylko w miejscach kręgu kultury europejskiej. Jestem ciekawa jak by było zrobić projekt w miejscu o zupełnie innej kulturze i estetyce i jak moje prace funkcjonowałyby w takim kontekście.

 K.P.: W języku masz idiomy, a w sztukach wizualnych niby nie? Nie wszystkie symbole są czytelne dla wszystkich, ?

 Maess : Oczywiście że nie wszystkie. Ale myślę przede wszystkim wizualnie, jak myślę „do siebie”, to dopiero później ubieram to w słowa.

 K.P.: Ja mówię o tym, że na przykład rysując sklep, z pustymi półkami, długą kolejką i tak dalej i tylko data, dajmy na to 1983, to na zachodzie niewiele osób zrozumie odniesienie.

 Maess : No mało kto skojarzy, ale w Polsce wszyscy .

K.P.: No też nie, gówniarze nie skumają, więc są jakieś kody, które są nieprzetłumaczalne, bo są lokalne. No może ty nie masz tego problemu, bo...

 Maess : Ponieważ (mam  nadzieję ) że  w moich rysunkach  jest coś bardziej uniwersalnego niż kontekst geopolityczny.

K.P.: No i dlatego może kupują, kto kupuje? Masz stałych klientów?

 Maess :  Mam kolekcjonera z Holandii, bardzo go sobie cenię. Młody gość, przed trzydziestką i to jest miłe zaskoczenie, ze traktuje kolekcjonowanie sztuki współczesnej jako hobby.

K.P.: A co dalej? Masz jakieś plany? Czy to są takie rzeczy przypadkowe, chaotyczne?

 Maess :  To nie jest tak, że to co robię jest absolutnie przypadkowe. Zdarzają się jakieś zbiegi okoliczności, tak jak każdemu. Jeśli chodzi o pracę artystyczną to planuje moje działania, wiem co bym chciała robić za pięć, czy dziesięć lat. Natomiast czy te działania przyniosą zewnętrzny sukces-to zależy od  wielu czynników, jest to praca zespołowa artysty, galerii, kuratorów i instytucji. Nie będę sobie stawiała deadline’ów, nie wiem, że za dziesięć lat, szesnastego kwietnia, będę otwierała retrospektywę w MoMie.  Bo co jeśli do tego nie dojdzie? Wiem gdzie dążę, ale wiem, że to może się zająć więcej czasu, prowadzić inną ścieżką niż sobie wymyślę.
  
K.P.: Na tę chwilę, czujesz się spełniona? Odniosłaś sukces? Myślę o tych wystawach...

 Maess :   Myślę, że się dopiero rozkręcam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz